dzieci i pierwszy śnieg
DZIECI,  ŻYCIE

Coś, czego mogą nauczyć nas tylko dzieci. I jaki to ma związek ze śniegiem.

W niedzielne popołudnie, 25 listopada 2018 roku, spojrzałam przez okno i go zobaczyłam. – O, śnieg pada – pomyślałam tylko, bo przecież żadna mi nowina, widziałam go już mnóstwo razy. Dzieci moje akurat w tym momencie zaczęły bawić się „nieco intensywniej”, co oznacza coraz głośniejsze krzyki, do których lada moment dołączą rękoczyny. Powód, jak zazwyczaj: -Ja wzięłam to pierwsza!, czy coś podobnego, bo akurat nie byłam w temacie, o co dokładnie poszło tym razem. Ja czujna i bystra matka, chcąc uniknąć nadchodzącej awantury i rozładować wezbrane pokłady siostrzanej złości, wkraczam i wołam: -Hej dziewczynki, spójrzcie za okno. Pada śnieg! I stała się rzecz niesamowita…

Nie, nie, krzyki nie ustały. Choć tym razem nie napiszę – niestety. Dlaczego? Bo krzyki i piski, choć jeszcze przybrały na sile, stały się przyjemne dla ucha. – Śnieg! Zobacz Alusiu śnieg! – z piskiem podekscytowania wołała Hania. Ala, choć nie wszystko jeszcze rozumiejąca, bardzo teraz naśladuje reakcje i emocje innych, więc i tym razem starała się piszczeć głośniej i cieszyć mocniej od starszej siostry. Gdy po czasie brakowało już sił na podskoki i tańce radości obie oparły łokcie na oparciu kanapy i z widocznym zachwytem w oczach (nad cudem tego świata – padającym śniegiem), dalej patrzyły na wolno opadające na ziemię płatki…

A ja stałam tuż obok nich. Obserwowałam ten wybuch niepohamowanej radości i choć cieszyłam się na widok roześmianych córek, to zrobiło mi się jednocześnie smutno [ach my kobiety…;)]. Scena z niedzielnego popołudnia, ze śniegiem w roli głównej, pozwoliła mi uświadomić sobie, jak wiele powinnam się uczyć od moich dzieci. Jak bardzo one są mądrzejsze ode mnie, chociaż często daję im odczuć, że jest zupełnie odwrotnie.

Przecież to ja najlepiej wiem, jak się mają zachować w konkretnych sytuacjach. Podziękuj za prezent, uśmiechnij się do zdjęcia, powiedz dzień dobry, itd. Niejednokrotnie jednak zdarzyła się sytuacja, kiedy to dziecko przywoływało mnie do porządku, w chwili zupełnie nieadekwatnego do sytuacji zdenerwowania, typu: kolejne celowe wylanie kubka wody przez Młodszą. -Nie denerwuj się mamusiu. Nie martw się, zaraz się to posprząta. – mówi Starsza. I przecież to jasne, że ma rację. Nie minie chwila i już będzie posprzątane, więc po co ja głupia podnoszę sobie ciśnienie kolejny raz. Tracę energię na „problemy”, które tak naprawdę problemami nie są. Ja sama na to nie wpadłam – dziecko mi musiało podpowiedzieć.

To ja wiem lepiej, jak mają się ubrać, co do siebie pasuje, a co nie. Bo kto wychodzi z domu ze skarpetkami naciągniętymi na wierzch spodni? No kto? Przecież nikt. Tak się po prostu nie nosi. A nic bardziej mylnego, skoro właśnie Ktoś tak nosi i tym Kimś jest moje dziecko! Oczywiście, że to ono i tym razem ma rację. Takich przykładów, gdzie dziecko okazało się od nas mądrzejsze, każdy rodzic może wymienić co najmniej kilka, prawda? My dorośli zbyt często pozostajemy w świecie „co wypada, a co nie”, zbyt wiele rzeczy robimy na pokaz, porównujemy się z innymi, nawet jeśli wydaje nam się, że nas to nie dotyczy, to czasem wystarczy przyjrzeć się dzieciom lub posłuchać co mają do powiedzenia, aby odkryć prawdę o sobie. Często niewesołą prawdę.

 

„Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest…”

 

Dlaczego ja, osoba dorosła, która tak lubię pouczać swoje dzieci jak mają się zachowywać i mówię co, jak i kiedy mają robić, nie wiem, że należy się cieszyć z małych rzeczy? A nawet jeśli wiem, to tylko w teorii, bo jednak często nie potrafię czerpać radości z codziennych drobnostek. Czemu ciągle zapominam, że odczuwanie szczęścia ma wiele części składowych? Szczęście to nie jest jedna, bądź kilka dużych rzeczy, kilka emocji, czy nawet osób. Szczęście to także te małe, często pomijane szczegóły dnia. Nasze zabieganie, ciągły pęd i niekończąca się lista spraw do załatwienia powodują, że nie mamy czasu dostrzec piękna, jakie otacza nas z każdej strony. Zachód słońca, żółte liście, wiewiórka na drzewie, oszroniona pajęczyna, czy choćby padający śnieg, który niby jest tylko zwykłym zjawiskiem atmosferycznym. Opad – ktoś by rzekł. A jednak piękny, cudowny, magiczny. Jak można wydobyć z niego szczęście? Obserwuj dzieci, kiedy zawołasz je do okna, aby zobaczyły jak pada śnieg i się człowieku ucz od najlepszych, jak trzeba się cieszyć i jak być szczęśliwym każdego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.